Kategoria: Imponderabilia


Typowy chłodny zimowy dzień.

Misja – oddać książkę do biblioteki.

Jako, że niespodziewanie pojawiły się chęci – co się ostatnio rzadko zdarza – tako też Mieszadło postanowiło wziąć przy okazji ze sobą aparat (fotograficzny żeby nie było).

Mission Get Rid Of That Book succesfully accomplished.

Dalsza akcja dzieje się po drodze do domu.
Oczywiście zaraz po opuszczeniu biblioteki, główna bochaterka przechodzi do bacznego obserwowania mijanego otoczenia.

Interesting object spotted!

Głowna przeszkoda – śnieg, w który zapadało się po kolana  (Dzięki Bogu za te wysokie buty!!!)
Ale to nic! Mieszadło brnie w zaspę, gdyż jest wybitnie zdeterminowane do zrobienia dzisiaj jakichś zdjęć.

Agent M. zaczaja się na obiekt A i wyjmuje niezbędny sprzęt.

Pstryk! …  Ehh, za jasne.

Pstryk! …  Kurcze, rozmazane.

Pstryk!bzzzzt…. Koniec baterii.

O’___’O

Ha HA! I tu cię mam!

Mieszadło wyjmuje z torebki zapasowe baterie. Ponownie włącza aparat.

Bzzzzt…  Aparat tupnął wyimaginowaną nogą i zaciął się stwierdzając w głębi technologicznej duszy, że mu za zimno.

D:

Epic fail followed by Facepalm

Agent M. wracając do domu po nieudanej akcji w połowie drogi zatrzymuje się, odwraca… “Jeszcze tu wrócę!”

Od niechcenia

Nie chce mi się.

Nic.

Tak zupełnie.

Obecnie odczówane ogólne niechcenie bierze się dziś prosto z czeluści mej osoby.
Ciśnienie?
Nie wiem. Ale wiem na pewno, że w całej mej osobie, choćby szukać nie wiadomo jak głęboko, to nie znajdzie się nawet najmniejsza iskierka, najlichszy płomień “chcenia”.

Najchętniej leżałabym teraz po prostu w bezruchu i zwyczajnie patrzyła się na sufit. A może nawet i nie patrzyła.
Lenistwo?
Nie, to nie to.
Być może to chęć wyrwania się z ciągłego biegu (czynnego czy też chociażby zwykłego biegu myśli). Jak nie szkoła, to nauka w domu. Biegiem na uczelnię, bo jeszcze się spóźnię, a nie lubię tego.  I z powrotem. Po drodze zakupy. Wnikliwa analiza czego na tę chwilę potrzeba. I znowu nauka.*

Nie mówię, że czuję pierwotną niechęć do nauki. Nie. Ja zwyczajnie, raz na jakiś czas, mam po prostu wrażenie, że muszę przystopować. Wreszcie chwila na oddech.
Wyciszenie.

Ten stan nie trwa u mnie nigdy zbyt długo. Następnego dnia wręcz nie ma już po nim śladu i wracam do swojej szalonej troszkę codzienności.

Kocham to!

——

* Co prawda mój standardowy dzień jest “nieco” bardziej skomplikowany. Gdybym chciała wymienić połowę moich zajęć to zajęło by to zdecydowanie zbyt dużo miejsca xD A oczywiście nie chciałabym Was zanudzić ;)

Lato, lato i po lecie

A  to taki mój nowy rysuneczek   :3

Użyte narzędzia:
- na początku szkic ołówkiem B4
- potem “lineart” poprawiłam tuszem chińskim i cienkim piórkiem
- rysunek zeskanowałam i pomalowałam w Gimp’ie ^w^

Enjoy :D

windy

Większą wersję można znaleźć na moim profilu o tutaj –> http://kropka-x.deviantart.com/

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.