Nie chce mi się.
Nic.
Tak zupełnie.
Obecnie odczówane ogólne niechcenie bierze się dziś prosto z czeluści mej osoby.
Ciśnienie?
Nie wiem. Ale wiem na pewno, że w całej mej osobie, choćby szukać nie wiadomo jak głęboko, to nie znajdzie się nawet najmniejsza iskierka, najlichszy płomień “chcenia”.
Najchętniej leżałabym teraz po prostu w bezruchu i zwyczajnie patrzyła się na sufit. A może nawet i nie patrzyła.
Lenistwo?
Nie, to nie to.
Być może to chęć wyrwania się z ciągłego biegu (czynnego czy też chociażby zwykłego biegu myśli). Jak nie szkoła, to nauka w domu. Biegiem na uczelnię, bo jeszcze się spóźnię, a nie lubię tego. I z powrotem. Po drodze zakupy. Wnikliwa analiza czego na tę chwilę potrzeba. I znowu nauka.*
Nie mówię, że czuję pierwotną niechęć do nauki. Nie. Ja zwyczajnie, raz na jakiś czas, mam po prostu wrażenie, że muszę przystopować. Wreszcie chwila na oddech.
Wyciszenie.
Ten stan nie trwa u mnie nigdy zbyt długo. Następnego dnia wręcz nie ma już po nim śladu i wracam do swojej szalonej troszkę codzienności.
Kocham to!
——
* Co prawda mój standardowy dzień jest “nieco” bardziej skomplikowany. Gdybym chciała wymienić połowę moich zajęć to zajęło by to zdecydowanie zbyt dużo miejsca xD A oczywiście nie chciałabym Was zanudzić ;)
