Huzia mości panowie na okazję!

•02/12/2009 • Dodaj komentarz

Dzisiaj będzie o tym jak się wybierałam na Cmentarzysko Zapomnianych Książek.
A właściwie jak się zamierzałam na nie wybrać.

Po raz pierwszy usłyszałam o tej akcji na Fejsbuku. Pomyślałam sobie “O! Bardzo fajna oferta!”. Dużo, no po prostu MULTUM książek, o których wcześniej zapewne nic nie słyszałam i nie wiedziałam o ich istnieniu.
Z każdym dniem, przyznam, coraz bardziej nakręcałam się na to, że się wybiorę i krótko mówiąc wpadłam w to całe “o-jak-będzie-fajnie!!!1!” nastawienie.

Najbardziej podobała mi się w tym wszystkim myśl, że będę mogła sobie znaleźć jakąś “nową” (tutaj w sensie “nie czytaną przeze mnie” ;) )  książeczkę. Może wpadnie mi w oko dzieło autora, o którym nie słyszałam? Albo chociażby przejrzę jakąś książeczkę i stwierdzę, że “o! to może być fajne!“, “to jest to czego szukam!“.
No i tak się nakręcałam coraz bardziej i bardziej z każdym kolejnym dniem….

… i tu BACH!
Uderzyłam z impetem w twardy betonowy mur okrutnej rzeczywistości. Głową.
Mianowicie spotkało mnie niestety bardzo przykre rozczarowanie. Nieee, nie ze strony udostępnionego zbioru, bo on był na prawdę pokaźny. Prawdziwe rozczarowanie spotkało mnie ze strony nikogo innego jak obecnych tam ludzi. A dlaczego?

No cóż. Tutaj się może i wykazałam wrodzoną naiwnością i optymistyczną wiarą w człowieka, ale nie spodziewałam się, że doświadczę Czegoś Takiego!
Co prawda, moja kochająca książki natura przypuszczała, że nie będzie pod tym względem cudownie, ale to co ujrzały moje oczy przechodziło wszelkie granice.

Na początku zapowiadało się jeszcze niewinnie. Ot o 11 z kawałkiem zmierzam do BUW-u. Jako,  że otwarcie było o równej 11, tak też oczywiście zdążyła się utworzyć kolejka, której nie powstydziłby się punkt Mediamarkt w czasie wyprzedaży.
Jednym słowem standard w takich okolicznościach.
To co mnie uderzyło to było zachowanie się ludzi, którzy już doświadczyli wreszcie tego zaszczytu wkroczenia w skromne progi Krypt (jak to zostały literacko określone działy, w których znajdowały się książki).

I tutaj teraz mam problem z właściwym określeniem tego typu ludzi, który niestety przeważał wśród zgromadzonych tam osobników.
Gdyby skończyło się na tym, że zwyczajnie wrzucali do torby książki często, to nie dziwiłoby mnie to.
Ok.
Czasu na namysł w sumie raczej niewiele.
Ludzi dużo to i pośpiech duży.
Rozumiem.
Ale kur.cze wrzucanie pierwszej książki z brzegu, Ba! garści książek , które się najzwyczajniej w świecie jedynie nawinęły w biegu pod rękę, bez zwracania najmniejszej p.rzyprawianej uwagi na to co wrzucają to już czyste chamstwo i bezczelność!

Trochę przyzwoitości ludzie!
Toż to po takim zachowaniu wstyd siebie nazywać wielbicielem literatury.

Jedyne wrażenie jakie na mnie to wywarło, to wrażenie, że ci ludzie przyszli tylko i wyłącznie po to by wypchać wręczone im torby jak najszybciej na maxa, w domu przejrzeć czy aby jakimś cudem coś spośród tej zdobyczy ich przypadkiem nie interesuje a resztę dawaj byleby opchnąć na Allegro!

Smutny śmiech na sali.

Koniec końców, radosna podróż w celu poszerzania horyzontów myślowych skończyła się u mnie na zrezygnowanym zwrocie w tył i smutnym pokręceniu głową nad tym jak to cywilizacja ostro prze “na przód”.

Od niechcenia

•08/11/2009 • 3 komentarzy

Nie chce mi się.

Nic.

Tak zupełnie.

Obecnie odczówane ogólne niechcenie bierze się dziś prosto z czeluści mej osoby.
Ciśnienie?
Nie wiem. Ale wiem na pewno, że w całej mej osobie, choćby szukać nie wiadomo jak głęboko, to nie znajdzie się nawet najmniejsza iskierka, najlichszy płomień “chcenia”.

Najchętniej leżałabym teraz po prostu w bezruchu i zwyczajnie patrzyła się na sufit. A może nawet i nie patrzyła.
Lenistwo?
Nie, to nie to.
Być może to chęć wyrwania się z ciągłego biegu (czynnego czy też chociażby zwykłego biegu myśli). Jak nie szkoła, to nauka w domu. Biegiem na uczelnię, bo jeszcze się spóźnię, a nie lubię tego.  I z powrotem. Po drodze zakupy. Wnikliwa analiza czego na tę chwilę potrzeba. I znowu nauka.*

Nie mówię, że czuję pierwotną niechęć do nauki. Nie. Ja zwyczajnie, raz na jakiś czas, mam po prostu wrażenie, że muszę przystopować. Wreszcie chwila na oddech.
Wyciszenie.

Ten stan nie trwa u mnie nigdy zbyt długo. Następnego dnia wręcz nie ma już po nim śladu i wracam do swojej szalonej troszkę codzienności.

Kocham to!

——

* Co prawda mój standardowy dzień jest “nieco” bardziej skomplikowany. Gdybym chciała wymienić połowę moich zajęć to zajęło by to zdecydowanie zbyt dużo miejsca xD A oczywiście nie chciałabym Was zanudzić ;)

Zapodaj kamienia – czyli Hard Rock (i nie tylko)

•27/10/2009 • 2 komentarzy

Dzisiaj wam zaserwuję 10 utworów, które mniej lub bardziej wiążą się z gatunkiem muzycznym jakim jest Rock. ;)

Nie będę ukrywać, że jest to jeden z moich ulubionych gatunków muzycznych ^__^
(dlatego możecie się prędzej czy później spodziewać kolejnej dawki :D )

Prosiłabym tylko o powstrzymanie się od komentarzy typu: “Jak mogłaś coś takiego tu dać?! Przecież to wcale nie jest Rock! D:< “  itp. itd.
Specjalistką od gatunków muzycznych nie jestem, a i też moim skromnym zdaniem tyle się narobiło tych przeróżnych odmian i podgatunków wszelkiego rodzaju, jakieś glam rocki, rock eksperymentalny, art rock, krautrock(!? O__O)  (na  Wiki można całkiem ładną listę popodziwiać), że koniec końców ciężko określić co podpada pod Rock a co już nie.

Pora na zapowiedzianą wcześniej listę ;)  (nie zamieszczam tu bezpośrednio filmików youtubowych co by to zbytnio stronki nie rozciągać, dlatego pod każdą nazwą macie sprytnie ukryty link do filmiku ;) )

  1. 30 Seconds to Mars – Capricorn
  2. Apocalyptica – Path
  3. Bullet for My Valentine – Forever and always
  4. Korn – Evolution
  5. Evanescence – Lithium
  6. Linkin Park – Papercut (nie będę ukrywać, że osobiście czekam, aż może wydadzą jeszcze płytę na miarę Hybrid Theory ;) )
  7. Systen of a Down – Aerials
  8. Nightwish – Wish I Had An Angel
  9. Green Day – American Idiot (już sam tytuł uwielbiam xD )
  10. Disturbed – Land of Confusion

No i to by było dzisiaj na tyle ;)

Oczywiście jeśli chcecie to możecie osobiście polecić jakąś piosenkę ^__^ Zapraszam w tym celu do komentowania ;)

Wafle z czekoladą

•15/10/2009 • Dodaj komentarz

Pierwszy przepis (mój ulubiony zresztą :D ), którym mam zamiar z wami się podzielić w ramach kategorii “Karta dań”, będą moje słynne wafle, które robią furorę wśród mojej rodzinki (która regularnie mnie nęka bym je robiła xD ) oraz znajomych.

Robi się szybko i prosto, a wszystkie składniki bez większych problemów powinny być dostępne w okolicznym sklepie :)

Ingridjents!

  • jak się zapewne domyśliliście, pierwszym składnikiem, bez którego ten przepis się nie obędzie są wafle xD (ja zazwyczaj kupuję 2 opakowania, w których jest po 5 plastrów w każdym – przy czym już w końcowym “montażu” na każdy duży wafel składają się 4 plastry, a przez to na końcu zostają mi 2 luzem. W tej sytuacji albo zostawiam je aby ktoś sobie schrupał na przekąskę, albo próbuję podczas nakładania masy czekoladowej tak ją rozłożyć aby zostało jeszcze coś na końcu, do zrobienia wychudzonego wafelka z jedną tylko warstwą czekolady ^__^ )
  • mleko w proszku (jedno opakowanie zupełnie wystarcza :) )
  • kakao (ja osobiście używam tego firmy Decomoreno. Zwykłe kakao z niego też wychodzi mniamuśne :>
    Tylko broń Boże nie użyjcie czasem takiego już słodzonego! :O)
  • jedna kostka masła (200g)
  • szklanka cukru
  • 3/4 szklanki wody

Oki, skoro już mamy wszystkie składniki, przychodzi pora na przygotowanie masy!
Na początek na małym ogniu roztapiamy w garnku masło w wodzie z cukrem (lepiej nie brać jakiegoś maleńkiego garnuszka jak do gotowania mleka tylko coś trochę większego  ;) )

Jak już się ładnie nam wszystko rozpuści, trzeba to wszystko ostudzić. Żeby nie marnować czasu na zbędne czekanie, ja zazwyczaj wlewam zimną wodę do zlewu i wsadzam tam garnek. Tylko powinno się to regularnie mieszać żeby nie zrobił się korzuszek bo wtedy jest niefajnie. I oczywiście uważajcie żeby przypadkiem woda się wam do środka nie wlała xD

Kiedy ten płynta maź … no, to coś, osiągnie temperaturę pokojową, przychodzi kolej na dodawanie obiektów sypkich ;)
Osobiście nie wsypuję na raz mleka w proszku razem z kakaem, tylko zaczynam najpierw od mleka, żeby uzyskać tak na oko odpowiednią gęstość masy (czyli w tym przypadku wychodzi mi zazwyczaj jakieś 3/4 opakowania), a dopiero potem dodaję kakao. Ale tutaj ilości nie podam, bo oczywiście sprawa czekoladowistości waszego nadzienia zależy czysto od waszych osobistych preferencji smakowych :)
(jest jeszcze wersja alkoholowa, która zawiera zwyczajnie 2-3 łyżki wódki. co prawda jakiegoś nadzwyczajnego efektu to nie daje, ale zawsze pozostaje ta świadomość :} )

Na koniec oczywiście pozostaje już tylko rozsmarować powstałą masę na waflach ^__^ (w moim przypadku, zawsze smaruję pierwszy plaster po tej stronie z głębokim oczkiem, a pozotałe plastry po drugiej stronie, z tym mniejszym, co by to od nadmiaru nadzienia wafle czasem zwyczajnie się nie rozpaćkały :P )

No i DONE! :D
Teraz pozostaje tylko je zawinąć spowrotem w jakąś folię i odstawić na parę godzinek, żeby się to wszystko ze sobą pospajało. (a z żądzą pochłonięcia tego natychmiast trzeba sobie jakoś poradzić xD)
Wafle te z pewnością idealnie nadadzą się nie tylko jako domowy zapychacz, ale też spokojnie będzie można nimi poczęstować kogoś kto wpadł do Was w odwiedziny ;)
Ja osobiście uważam, że są one n do potęgi trylionbiliardowej razy lepsze od tych sklepowych!

Bon appetit! ;)

Samozaopatrzeniowiec

•14/10/2009 • Dodaj komentarz

… czyli “Studencie, zaopatrz się sam!

A w każdym razie taką mniej więcej ideologię stosują uczelnie.*

Kiedy rozpoczyna się rok akademicki, pomimo pokaźnych zapasów przywiezionych z domowego zacisza, każdy biedny student nie musi wcale długo czekać by się przekonać jak szybko się owe zapasy kończą. Nawet jeśli jest to pokaźna kolekcja zupek w proszku, dań w 5 minut czy innego chemicznego ustrojstwa.
Każdy taki studencina boryka się wtedy z dosyć istotnym problemem – wydać własną gotówkę czy też…  (osoby o słabych nerwach mają szansę przestać czytać) …  zacząć się odchudzać?!.  :O
Taaaak. Dobrze wiemy, że nikt o zdrowych zmysłach by się nie posunął do tak drastycznego kroku jak wybór tej drugiej opcji.
Ale z drugiej jednak strony pieniążków też szkoda…

No i tu przychodzi z pomocą nasza kochana, (nie?)zawodna  *fanfary* Uczelnia! (tak, w takich przypadkach zasługuje na duże “U”)  *koniec fanfar*

A w jakiż to właśnie sposób? Otóż takiż to, że co jakiś czas, można dzięki niej natknąć się na ludzików, którzy na jej terenie postanowili cośtam rozpromować. I tu przechodzimy do sedna sprawy – otóż owe ludziki, na swoich małych standzikach zazwyczaj udostępniają jakieś produkty, które mniej lub bardziej nadają się do jedzenia! :D
Co prawda przeważnie są to jakieś cukierki, ale jak to mówią – że tak rzucę sobie starym polskim powiedzonkiem – darowanej kobyle w chrapy się nie luka. W końcu ziarnko do ziarnka…

A i przy okazji można się często zaopatrzyć w jakieś przybory do mazania, żeby to się zawsze miało czym w trakcie wykładów po zeszycie malować. :)
(nie wspominając tu już o innych gadżitach, które mają ściągnąć jeszcze więcej studentów do okolic standu – a nuż widelec może któryś z nich zerknie z ciekawości czego dotyczy owa promocja?. )

Takim to oto pozytywnym wydźwiękiem kończę dzisiejszą notkę! :)
A i każdemu biednemu studentowi życzę jak najczęstszego natykania się na owe okazje!

———

Ze względów oczywistych nie są tu uwzględnieni studenci, którzy nie migrowali do innego miasta w ramach studiowania :)

*W przeciwieństwie do troskliwych matek rodzicielek, które przy każdej nadarzającej się okazji próbują przemycić do walizki swojego kochanego, niczego jeszcze niepodejrzewającego (aż do najbliższej próby podźwignięcia owej walizki) dziecięcia, zapasy starczające na ledwie 2 miesiące jakiemuś małemu oddziałowi (z założeniem spożywania przez wszystkich standardowych 3 posiłków dziennie). W tym przypadku jest to raczej “Studencie, zaopatrzę cię sama!”

Re-opening

•13/10/2009 • Dodaj komentarz

No cóż…

Na skutek kilku zarówno nie- jak i tych przewidzianych okoliczności, blog ten był chwilowo, że tak to ujmę out of order.
Ale od jutra już będę mogła się nim już bardziej należycie zajmować :)

Do usłyszenia(?) ! / zobaczenia (??) ! / przeczytania (???) !   xD

…     O__O

No w każdym razie serdecznie pozdrawiam każdego kto tu zajrzał ^__^

Lato, lato i po lecie

•06/09/2009 • 2 komentarzy

A  to taki mój nowy rysuneczek   :3

Użyte narzędzia:
- na początku szkic ołówkiem B4
- potem “lineart” poprawiłam tuszem chińskim i cienkim piórkiem
- rysunek zeskanowałam i pomalowałam w Gimp’ie ^w^

Enjoy :D

windy

Większą wersję można znaleźć na moim profilu o tutaj –> http://kropka-x.deviantart.com/

Kompleks księżniczki

•04/09/2009 • Dodaj komentarz

Jakiś czas temu zdarzyło mi się natknąć w TV na jeden amierykański program o wielce natchnionej nazwie “Say yes to the Dress. Otóż nie wiem jakie licho mnie podkusiło, żeby mimo wszystko, wbrew wszelkiej logice, pozostawić ten kanał. Być może była to bardziej kwestia tego, że i tak w TV nie leciało nic ciekawego – a nuż może będę się mogła pośmiać z przewspaniałych amerykanów, którzy wszystko mają pierwsza klasa, picuś glancuś. (a przynajmniej oni uważają, że tak mają ;) )
No dobra. Zaczyna się.
Już od pierwszego ujęcia widać, że jedyną interesującą rzeczą jaką może zaprezentować ten program potencjalnej widowni (w przeważającej części – płci tzw. pięknej) są jedynie kolejne egzemplarze sukni ślubnych, jedne lepsze inne gorsze (nie będę się wdawała tutaj w szczegóły, bo jak to wszyscy wiemy: jeden lubi ser szwajcarski a inny jak mu skarpety pachną ;) ) , bo niestety, jak z przykrością przyszło mi to po chwili zauważyć, inteligencji w pannach młodych, które wybrały się na łowy wymarzonej sukni, po prostu nie da rady się doszukać.
Klientki były przeróżne, od drobnych po te masywniejszej budowy, od jasnej karnacji po ciemną, ale ich zdecydowaną większość (poza na prawdę nielicznymi wyjątkami) łączyła jedna rzecz – wszystkie z nich chciały wyglądać “jak księżniczka”. I tutaj moja konsternacja…  Ale Halo?. One się szykują do ślubu czy do koronacji??? O_o (było nawet parę takich co rzeczywiście potem nawet korony/diademy przyodziały)
Taaak. O~~kej   =__=
Na dodatek wszystkie jakby wyuczyły się wspólnej kwestii :D  Obowiązkowym zwrotem były: (owo wspomniane już) “Czuję się jak księżniczka” oraz “Zakochałam się w tej sukni!”. Przy ceremonialnym akompaniamencie płaczów matki, babki, siostry, kuzynki, psiapsiółek i kogo-tam-jeszcze-ze-sobą-wzięły :P
Przynajmniej personel salonu był (nieco ;D ) normalniejszy.

PS1: Jak mnie natchnie to może będzie ciąg dalszy moich relacji dot. tego przewspaniałego programu ;)

PS2: Obrazek oczywiscie nie jest mój. Znaleziony za pomocą wójka Googla ;) Wydawał mi się odpowiedni do tematu tego wpisu.

Top 10

•03/09/2009 • 2 komentarzy

Oto dzisiaj rusza Mieszadełko.fm!!!  :)

Częstotliwość – oczywista – wordpress.com
Nadawane – co tydzień (o ile  jaśnie założyciel nie zapomni :P )
Cel – rozpromowanie mojej ulubionej muzyki i zrobienie innym wody z mózgu ;)
Zawartość – rozpiętość tematyczna spora – od pop-u do rock’a (nie tylko ojropejskiego)

Na początek lista Top 10! (aczkolwiek kolejność jest przypadkowa :))

  1. The Back Horn – Wana
  2. Yoko Kanno & Steve Conte – Call Me Call Me
  3. Basement Jaxx & Lisa Kekaula – Good Luck
  4. Apocalyptica – Faraway
  5. Linkin Park – Pushing Me Away (Reanimation edition)
  6. S.O.A.D. – Ego Brain
  7. KAT-TUN – Rhodesia
  8. Gackt – Returner
  9. 30 Seconds To Mars – Attack
  10. Dir En Grey – Kasumi

PS: Możliwe, że poszerzę tematykę o inne “audycje”, ale na razie nic nie obiecuję ;)
I oczywiście zapraszam do komentowania :))

Attention please! :)

•02/09/2009 • Dodaj komentarz

Pierwszy wpis…

Jaki nadać mu styl? A jaki charakter???
Przemyślenia? Ekspozycja uczuć? Czy może relacja (sur)realistyczna?

No cóż… to wyjdzie w praniu :)  A być może powstanie z tego nawet jakiś dziwny (po)twór.

Najprawdopodobniej będzie to po prostu czysty freestyle w (amatorsko)blogowym wykonaniu.

A skoro już doszliśmy kawałek po kawałku do takiego oto wniosku to przy okazji jak najchętniej zapraszam do równie fristajlowych komentarzy ^^

Motto na dziś:

Szansa 1 na milion trafia się w 9 przypadkach na 10

^^

Mam nadzięję, że was nie zanudziłam ;)