Dzisiaj będzie o tym jak się wybierałam na Cmentarzysko Zapomnianych Książek.
A właściwie jak się zamierzałam na nie wybrać.
Po raz pierwszy usłyszałam o tej akcji na Fejsbuku. Pomyślałam sobie “O! Bardzo fajna oferta!”. Dużo, no po prostu MULTUM książek, o których wcześniej zapewne nic nie słyszałam i nie wiedziałam o ich istnieniu.
Z każdym dniem, przyznam, coraz bardziej nakręcałam się na to, że się wybiorę i krótko mówiąc wpadłam w to całe “o-jak-będzie-fajnie!!!1!” nastawienie.
Najbardziej podobała mi się w tym wszystkim myśl, że będę mogła sobie znaleźć jakąś “nową” (tutaj w sensie “nie czytaną przeze mnie” ;) ) książeczkę. Może wpadnie mi w oko dzieło autora, o którym nie słyszałam? Albo chociażby przejrzę jakąś książeczkę i stwierdzę, że “o! to może być fajne!“, “to jest to czego szukam!“.
No i tak się nakręcałam coraz bardziej i bardziej z każdym kolejnym dniem….
… i tu BACH!
Uderzyłam z impetem w twardy betonowy mur okrutnej rzeczywistości. Głową.
Mianowicie spotkało mnie niestety bardzo przykre rozczarowanie. Nieee, nie ze strony udostępnionego zbioru, bo on był na prawdę pokaźny. Prawdziwe rozczarowanie spotkało mnie ze strony nikogo innego jak obecnych tam ludzi. A dlaczego?
No cóż. Tutaj się może i wykazałam wrodzoną naiwnością i optymistyczną wiarą w człowieka, ale nie spodziewałam się, że doświadczę Czegoś Takiego!
Co prawda, moja kochająca książki natura przypuszczała, że nie będzie pod tym względem cudownie, ale to co ujrzały moje oczy przechodziło wszelkie granice.
Na początku zapowiadało się jeszcze niewinnie. Ot o 11 z kawałkiem zmierzam do BUW-u. Jako, że otwarcie było o równej 11, tak też oczywiście zdążyła się utworzyć kolejka, której nie powstydziłby się punkt Mediamarkt w czasie wyprzedaży.
Jednym słowem standard w takich okolicznościach.
To co mnie uderzyło to było zachowanie się ludzi, którzy już doświadczyli wreszcie tego zaszczytu wkroczenia w skromne progi Krypt (jak to zostały literacko określone działy, w których znajdowały się książki).
I tutaj teraz mam problem z właściwym określeniem tego typu ludzi, który niestety przeważał wśród zgromadzonych tam osobników.
Gdyby skończyło się na tym, że zwyczajnie wrzucali do torby książki często, to nie dziwiłoby mnie to.
Ok.
Czasu na namysł w sumie raczej niewiele.
Ludzi dużo to i pośpiech duży.
Rozumiem.
Ale kur.cze wrzucanie pierwszej książki z brzegu, Ba! garści książek , które się najzwyczajniej w świecie jedynie nawinęły w biegu pod rękę, bez zwracania najmniejszej p.rzyprawianej uwagi na to co wrzucają to już czyste chamstwo i bezczelność!
Trochę przyzwoitości ludzie!
Toż to po takim zachowaniu wstyd siebie nazywać wielbicielem literatury.
Jedyne wrażenie jakie na mnie to wywarło, to wrażenie, że ci ludzie przyszli tylko i wyłącznie po to by wypchać wręczone im torby jak najszybciej na maxa, w domu przejrzeć czy aby jakimś cudem coś spośród tej zdobyczy ich przypadkiem nie interesuje a resztę dawaj byleby opchnąć na Allegro!
Smutny śmiech na sali.
Koniec końców, radosna podróż w celu poszerzania horyzontów myślowych skończyła się u mnie na zrezygnowanym zwrocie w tył i smutnym pokręceniu głową nad tym jak to cywilizacja ostro prze “na przód”.


